
Od książek opowiadających o Oświęcimiu oczekujemy naturalizmu i obrazowej bezwzględności, ale też dokładnie budowanej nadziei, wiary i przyszłości. W „Tatuażyście” z Auschwitz” tego nie uraczysz. Nie odbierz tego jako rozczarowania z mojej strony lub krytykę książki. Ona jest po prostu inna. Jest filmowa, taka amerykańska. Bez spoilerowania mogę powiedzieć ze zakończenie jest iście hollywoodzkie...